6. Półmaraton Bydgoski – krótka relacja

Pogoda idealna do biegania. Brak deszczu i wiatru a temperatura w okolicach 7 stopni. Start planowo rozpoczął się o godzinie 11:15. Jak zwykle jeśli bieg jest na miejscu ledwie zdążyłem przyjechać rowerem na start. Może temperatura do biegania była dobra ale już po biegu nie mając nic do okrycia i do zmiany ubrania jazda rowerem była delikatnie mówiąc mało przyjemna.

Trasa biegu była podzielona na dwie prawie identyczne pętle (dokładnie trasę można prześledzić z mojego treningu – link podany poniżej) z jednym dość długim nawrotem. Wiem, że niektórzy za nimi nie przepadają. Z tego co słyszałem trasa była ustalona na tereny poza miejskie w tym roku z powodu wyborów, które odbywały się tego samego dnia. Osobiście trasa mi się podobała przede wszystkim z powodu płaskiego profilu. Poza tym lubię okolice Myślęcinka.

Na trasie był ustawiony jeden punkt z wodą zaraz po wybiegnięciu z hipicznej na ulicy rekreacyjnej. Fakt, punkt był ubogi bo jak pisałem dostępna tylko woda. Brak bananów, izotoników czy innych fajerwerków, przez co niektórzy mogli być rozczarowani. Na szczęście po przekroczeniu mety można było liczyć na makaron z gulaszem. Brakowało mi jeszcze gorącej herbaty.

Bardzo miło było także otrzymać na mecie medal od wolontariuszki, która gratulowała wymieniając moje imię.

Jeśli chodzi o mnie i osiągnięty wynik, mimo poprawienia życiówki o 7 minut czuję niedosyt. W drugiej połowie zaczęło brakować mi sił. Sadziłem, że jeśli wcześniej przebiegłem treningowo ten dystans to kondycja będzie, a tu gucio.

Mam nadzieję, że chociaż poprawiłem samopoczucie biegaczy, którzy mnie wyprzedzali w drugiej połowie.

Co prawda nie trenuje ostatnio pod półmaraton i zapewne zabrakło mi kilku treningów w docelowym tempie. Tylko sam nie wiedziałem jakie będzie moje docelowe tempo. Plan minimum był taki, żeby przebiec w 1:35. Długo już nie biegłem półmaratonu, a po ostatnich sukcesach i życiówkach na 5 km ambicje miałem dość wysokie i marzył mi się czas poniżej 1:30. Jednak jak patrzyłem na to realistycznie stwierdzałem, że szanse na taki czas są bliskie zeru. Jednym słowem dałem z siebie wszystko, plan minimum wykonałem. Zastanawia mnie jeszcze sprawa rozkładania sił. Co jeśli rozłożyłbym tempo równomiernie trochę poniżej osiągniętej średniej. Podejrzewam, że z powodu braku odpowiednich treningów i tak zacząłbym zwalniać w drugiej połowie z powodu braku pewności siebie i odpowiedniego przygotowania.

Kolejne podejście pod życiówkę prawdopodobnie w maju na Bydgoskim Festiwalu Biegowym. Tylko teraz 1:30 nie będzie już mnie satysfakcjonowała. Plan marzenie to 1:25. Tak, należę do tej grupy, dla której granice czasowe są rozstawione co równe 5 minut, to co po środku jest dla mnie mało istotne (no chyba, że chodzi o bieg na 5 km).

Chcąc osiągnąć 1:25 na półmaratonie wg kalkulatora (kalkulator biegowy na bieganie.pl) powinienem 5-ątki biegać 18:30 więc to jest mój cel na najbliższą przyszłość. Będę kontynuował treningi szybkościowe zaczerpnięte z książki Gallowaya, a na cyklu CityTrail albo parkrunach będę dokonywał weryfikacji.

Poza tym niedosyt jest o tyle pozytywny, że motywuje do dalszych treningów.

Moje zmagania na 6. Półmaratonie Bydgoskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *